Wróć do bloga
Case study

Wizytówka w 95% czarna, czyli jak nie dostać spranego druku

6 września 20267 minDrogie Strony
Ilustracja wpisu: Wizytówka w 95% czarna, czyli jak nie dostać spranego druku

Łukasz Cyran jest trenerem personalnym i potrzebował wizytówki do druku, nie strony. Projekt jest prosty: nazwisko, telefon, trzy usługi, zdjęcie, kod QR. Cała trudność siedzi w jednym parametrze, o którym przy projektowaniu na ekran się nie myśli. Karta jest w dziewięćdziesięciu pięciu procentach czarna, a duża czarna plama to najbardziej bezlitosny element w druku.

Czarny w druku nie jest jednym kolorem

Gdyby ten plik poszedł do drukarni z tłem opisanym jako zwykła czerń, maszyna dostałaby polecenie wylania samego czarnego pigmentu. Na dużej powierzchni wychodzi z tego ciemna szarość, często w smugi, bo jedna farba nie kryje papieru równomiernie. To jest ta wizytówka, którą klient odbiera z drukarni i mówi „ale na ekranie było czarne".

Dlatego tło jest głęboką czernią: czarny wzmocniony trzema pozostałymi farbami. W pierwszej wersji, liczonej pod offset, było to sześćdziesiąt procent cyjanu, czterdzieści pięć magenty, czterdzieści żółtego i sto czarnego. Różnicę widać gołym okiem na gotowej karcie.

Druk cyfrowy wymaga innej czerni niż offset

Po pytaniach do drukarni okazało się, że drukują cyfrowo, nie na offsecie. Przeliczyliśmy czerń od nowa: pięćdziesiąt, czterdzieści, trzydzieści pięć i sto czarnego. Toner sam z siebie kryje mocniej niż farba offsetowa, więc gruba warstwa pozostałych kolorów pod czernią przestaje cokolwiek dawać, a zaczyna szkodzić. Nadmiar tonera pęka na krawędzi gilotyny i potrafi odchodzić spod laminatu.

Przy okazji zjechało sumaryczne pokrycie farbą, z trzystu procent na dwieście pięćdziesiąt dwa. Ograniczenie zbija kolory w cieniach, zostawiając czarny nietknięty, więc rysunek w ciemnych partiach zostaje, znika tylko nadmiar, którego i tak nie było widać.

Dwie rzeczy, które na czerni zachowują się inaczej, niż się wydaje

Bordo z palety marki jest ładne na plamach, ale na cienkich elementach postawionych na czerni po prostu gaśnie. Ikony i cienkie linie dostały więc rozjaśniony wariant tego samego koloru, a nasycone bordo zostało na plamach, czyli na belce pod nazwiskiem i na linii nad blokiem kontaktowym. Z odległości czyta się to jako jeden kolor, a w druku nic nie znika.

Najmniejsze napisy poszły z czterech i trzech dziesiątych punktu na pięć i dwie dziesiąte, a szary zamieniliśmy na biały. Powód jest mechaniczny: szary tekst na czarnym tle to wybicie w czterech farbach, a przy tak drobnym piśmie każde niedopasowanie maszyny daje kolorową obwódkę wokół liter. Biały wybija do czystego papieru, gdzie nie ma czego nie dopasować. Hierarchię robi teraz grubość kroju, nie odcień.

Zdjęcie trzeba rozjaśnić, żeby w druku nie zgasło

Punkt czerni na fotografii został podniesiony, a półcienie rozjaśnione. Na ekranie zdjęcie wygląda przez to minimalnie mniej kontrastowo. W druku zlepione cienie są najczęstszym powodem, dla którego fotka wychodzi jako czarna plama, i po tej korekcie rysunek sylwetki oraz tło siłowni przetrwają.

Z pliku zniknęła też cała przezroczystość. Gradient wtapiający lewą krawędź zdjęcia w tło był wcześniej maską, którą maszyna musiałaby spłaszczać na swoim etapie. To klasyczne źródło widocznego szwu dokładnie na styku obrazu z tłem. Teraz zdjęcie i czerń są scalone w jeden obraz.

Kod QR, który naprawdę się skanuje

Kod prowadzi na profil Łukasza i jest wektorowy, nie rastrowy, więc jego krawędzie są ostre niezależnie od rozdzielczości maszyny. Rozmyta krawędź to główny powód, dla którego drukowane kody nie chcą się czytać. Moduł ma czterdzieści pięć setnych milimetra, powyżej progu bezpieczeństwa, a wokół kodu jest dwumilimetrowy margines ciszy.

Pierwsza wersja była wywrócona: jasne moduły wprost na czerni karty, bez żadnego kafelka. Wyglądała lepiej i nie rozbijała ciemnej kompozycji. Puszczona przez dekoder nie odczytała się. Telefony radzą sobie z odwróconą polaryzacją, ale wiele aplikacji skanujących nie, a przy wizytówce skan jest całym sensem kodu. Główny plik ma więc jasny kafelek w kolorze z palety, czyli klasyczną polaryzację. Kod przeszedł test przy sześciuset, trzystu i stu pięćdziesięciu punktach na cal, z rozmyciem i z dodanym szumem.

O co zapytać drukarnię, zanim wyślesz plik

Cztery pytania wystarczą. Czy drukują cyfrowo czy na offsecie i jaki mają limit pokrycia farbą, bo tylko to może wymusić zmianę w pliku. Czy wycena obejmuje druk obu stron w kolorze i foliowanie z obu stron. Czy dostaniesz próbę przed nakładem. I jedna prośba, nie pytanie: żeby nie ingerowali w plik, bo najczęstsza wpadka to automat, który „poprawia" głęboką czerń na sam czarny.

Papier to trzysta pięćdziesiąt gramów kredy z folią matową dwustronnie. Przy ciemnej karcie laminat nie jest dodatkiem, tylko warunkiem, żeby wizytówka nie wyglądała na zużytą po dwóch tygodniach w portfelu. Mat, nie błysk: błysk na czerni działa jak lustro i dodatkowo kładzie refleks na kodzie QR. Jednej rzeczy nie da się obejść. Czarna karta po przycięciu pokazuje biały rdzeń papieru na krawędzi. Przy laminacie jest to mniej widoczne, ale nie znika, a alternatywy, czyli karton barwiony w masie albo barwienie krawędzi, znacząco podnoszą cenę.

Zobacz na żywocyranworkout.pl

Może Cię też zainteresować